Do dłużników wyciągamy rękę

Moika Trzcionkowska

Rozmowa z Moniką Trzcionkowską, dyrektorem Bytomskich Mieszkań

Życie Bytomskie 13 stycznia 2020

  • Pani CV jest bardzo bogate. Liczne ważne stanowiska, bogate doświadczenie, nagrody. Widać, że lubi pani wyzwania. Czy stanowisko dyrektora Bytomskich Mieszkań jest kolejnym z nich?

  • Bez wątpienia i oceniam, że jest to największe z dotychczasowych wyzwań. Głównie chodzi tu o szeroki zakres różnorodnych zadań z jakimi muszę się zmierzyć. To przecież nie tylko zarządzanie ogromną ilością budynków i lokali, a co za tym idzie dbanie o pozytywny wizerunek miasta w oczach jego mieszkańców, ale także działania inwestycyjne. Wykonujemy przecież remonty obiektów i poprawiamy ich jakość korzystając przy tym między innymi z pieniędzy unijnych. Dość powiedzieć, że budżet tych zadań robi wrażenie. Bytomskie Mieszkania realizują projekty współfinansowane ze środków zewnętrznych, których wartość dofinansowania wynosi blisko 73 miliony złotych.

  • Czyli jak pani zobaczyła na co się zdecydowała, to złapała się za głowę i zapytała: po co mi to było?

  • (śmiech) Nie jest tak źle, choć mając w pamięci moje doświadczenia z pracy w innych miastach przekonałam się, że czas w Bytomiu płynie o wiele szybciej, niż chociażby w Piekarach Śląskich oraz Tarnowskich Górach. Jestem w BM dopiero dwa miesiące, a wydaje mi się, jakby już rok minął.

  • Coś panią zaskoczyło?

  • Chyba tylko wielka liczba spraw do załatwienia oraz szybkie tempo, w jakim trzeba je rozpatrywać.

  • Mamy w Bytomiu wiele pięknych kamienic, ale część z nich to ruiny. Pani zdaniem należy je wyburzyć, czy też ratować za wszelką cenę.

  • To zależy od stanu konkretnego budynku. Decydując o losie każdego z nich prowadzimy nie tylko szczegółową analizę techniczną, ale także ekonomiczną. Sprawdzamy zatem, czy z finansowego punktu widzenia opłacalne jest prowadzenie remontu i odnawianie kamienicy. Moim zdaniem teraz, gdy pod Śródmieściem nie prowadzi się już wydobycia, gdy ziemia przestała osiadać, warto ratować kamienice, bo wiele z nich to perełki warte ocalenia. Natomiast w przypadku zdewastowanych oficyn, budynków pozbawionych udogodnień bardziej opłacalne może być wyburzenie. Usuwając stare obiekty zyskamy przecież miejsce na zieleń lub miejsca parkingowe dla mieszkańców. Poza tym możemy też pomyśleć o uzupełnieniu nową zabudową.

  • Przekraczający miliard złotych budżet całego miasta starczyłby na sfinansowanie wszystkich remontów i wyburzeń, które BM muszą zrealizować?

  • Nie ma takich środków, których nie potrafilibyśmy wydać, bo tak wielkie mamy potrzeby. Najbardziej martwi mnie, że brakuje nam pieniędzy na szybkie odnawianie i oddawanie do użytku odzyskiwanych lokali. Często słyszę, jak mieszkańcy pytają, jak to jest, że miasto nie ma mieszkań, skoro tyle wokół pustostanów, tyle lokali do zasiedlenia? To prawda, lecz nie mamy za co ich wyremontować. Dlatego tak bardzo cieszy sytuacja, kiedy ktoś nie czeka na przydział odnowionego lokum, ale bierze takie do remontu i na własny koszt je przygotowuje od razu dostosowując do własnych potrzeb.

  • A co z czekającymi na najemcę lokalami użytkowymi? Mamy ich bardzo dużo.

  • To niestety prawda. Pamiętam gdy jako mała dziewczynka wraz z dziadkiem przyjeżdżałam do Bytomia i widziałam, jak wiele działało tu tak zwanych geszeftów: szewc, zegarmistrz, kapelusznik czy punkty z naprawą parasolek. Tego już praktycznie nie ma. W zamian powstały lombardy. To oczywiście skutek zmian gospodarczych, które dotknęły miasto i jego mieszkańców. Na szczęście odwracamy tę tendencję. Temu służy chociażby program „Lokal na kulturę”. Obecnie szykujemy drugą edycję, gdzie obok lokali zaproponowanych przez nas, to sami zainteresowani będą mogli wskazać pustostan, który chcieliby wykorzystać na swoją działalność. My natomiast pomożemy w zrealizowaniu pomysłu.

  • Grubo ponad 300 milionów złotych byli w zeszły roku winni BM lokatorzy uchylający się od płacenia czynszu. Jak jest teraz?

  • Liczba dłużników i poziom zadłużenia spada. To skutek podjętych przez nas działań. Działamy szybciej i sprawniej. Mieszkańcy są zdziwieni, bo po latach bezkarności i ukrywania się dostają nakazy eksmisyjne. Skończyła się moda mieszkania na grandę, kiedy to zajmowało się lokal i żyło w nim bez tytułu prawnego i oczywiście za darmo. Takich sytuacji było wiele, a miasto nie reagowało nawet, kiedy dostawało informacje od oburzonych sąsiadów. Dzisiaj wprawdzie nadal można się włamać do pustostanu, ale utrzymać w nim już nie. A jeśli chodzi o najbardziej opornych dłużników, to mamy na nich również nowe pomysły.

  • Więcej w nich kija czy marchewki?

  • Jest i jedno i drugie, szczegółów na razie nie ujawniamy. Najważniejsza jest nasza lepsza skuteczność. Wypracowaliśmy sobie takie zasady, że w sprawie dłużników sądy wydają wyroki po tygodniu, góra dwóch. To działa, bo nagle okazuje się, że ktoś mający dług na poziomie 20 tysięcy złotych spłaca go w ciągu miesiąca, a ktoś inny przychodzi do nas, żeby zawrzeć umowę o spłacie w ratach lub zalegalizować swój pobyt w zajmowanym mieszkaniu. Zachęcam do tego. Czekamy na dłużników, wyciągamy do nich rękę. Jeśli odpowiedzą na naszą ofertę, to każdemu z nich pomożemy w załatwieniu formalności, czy to w zamianie lokalu, czy w rozłożeniu zadłużenia na raty. Wyjaśnimy kwestie prawne. Skontaktujemy się z innymi instytucjami mogącymi służyć wsparciem.

  • Który z bytomskich obiektów lub też zakątków pani jako nagradzany architekt uznaje za najładniejszy?

  • Jest wiele takich miejsc. Sporo kamienic odnowiono według moich projektów, więc najłatwiej byłoby mi o nich opowiadać. Wskazanie jednego najładniejszego jest trudnym wyborem. Doceniam całą bytomską secesję. Ona robi ogromne wrażenie. Jestem pod wrażeniem układu urbanistycznego miasta. Zaplanowano je wspaniale. Jest okazała i rozległa starówka, są liczne, dające oddech place, jest sporo zieleni, czego w innych miastach brakuje. Do tego dochodzą szerokie aleje. Bytom to piękne miasto. Ma potencjał. Spójrzmy chociażby na budynek stojący przy ulicy Żeromskiego, a zajmowany kiedyś przez komitet miejski PZPR. Jaki to okazały gmach! Szkoda, że niewykorzystany.

Rozmawiał: TOMASZ NOWAK